Tropem Piór

   Pewnego wieczoru wpadłam do Smyka i Stasia ze słowami "Cześć, jestem Squaw". Ich spojrzenie - bezcenne. Oczy wybałuszone ze zdziwienia pytające "czy ty wiesz co mówisz"? Uśmiechnęłam się i odpowiedziałam, że jestem ładną leśną indianką z filmu Winetou. W mojej pamięci z czasów dzieciństwa zarejestrował się obraz pięknej dzikuski przygarniętej przez Winetou. Myślałam wtedy, że Squaw to piękna kobieta, wybranka wodza. Jednak reakcja Smyka i Stasia wprawiła mnie w osłupienie. Śmiali się do rozpuku. W jednej chwili przypomniało mi się, że w wieku nastoletnim dostawałam od mamy komentarze - "Ty głupia pipo!" Z tego co pamiętam, to przeważnie chodziło o moje głupie serce, podejmujące głupie decyzje. Z biegiem czasu dojrzałam i zamieniłam ton na komediowy - "o, ja głupia pipa, buhahah" i śmiałyśmy już obie na cały regulator. 

Teraz nachodzi mnie myśl, czy moje serce było, aż tak głupie? Hmmm, wada to czy zaleta? Najwyraźniej urodziłam się przyduszona i pochodzę z plemienia siniaków bo moje serce nie dostosowało się nigdy do realiów świata materialnego i nadal zakochuje się bezinteresownie. I mimo pasma rozstań ono odradza się wciąż do tej samej formy: bezgranicznego umiłowania wolności. Jak? Nie wiem. Po ostatnich morderczych eksperymentach na sercu myślałam, że już się nigdy nie odrodzi, ba, nawet zaprojektowałam piękny wysoki mur, w moim mniemaniu nie do przejścia, a jednak pewnego przytulnego wieczoru Smyk wyznał - "Nigdy nie doświadczyłem miłości bezinteresownej". 

Zapytam was teraz - Kochani Moi - jak się czują wasze serca? Czy szczerze możecie powiedzieć drugiej osobie "Kocham Cię bezinteresownie i daję ci wolność. Kocham Cię i Carpe Diem" ?????

Tego wieczoru w Ciechanowie wysłuchałam niejedną śmieszną anegdotę z indiańskich zlotów, aż zapragnęłam mieć własny pióropusz i chociaż Smyk ze Stasiem tłumaczyli, że pióropusze nosili tylko mężczyźni, stwierdziłam, że chcę kupić prawdziwe pióra do pióropusza. Niedługo potem Smyk wpadł na pomysł - Wiem, pojedziemy do Cezarego, będzie to wyprawa pt. "Tropem piór".

W drewnianym domku w Ciechanowie mieszkał Cezary, kolekcjoner bezcennej sztuki Indian amerykańskich, posiadacz piór wszelakich. Rozejrzałam się po jego ogrodzie i pokoju wyglądającym jak kombinacja wioski indiańskiej z muzeum sztuki, wypełnionym portretami Indian, czaszkami i wisiorami, ręcznie przyozdabianymi strojami indiańskimi, własnoręcznymi artefaktami indiańskimi po tarcze, strzelby, łuki, torby ze skór pięknie wyprawionych. Domek był pełen poezji i czaru indiańskich tradycji, chłopcy opowiadali anegdoty i legendy  przeplatane z dźwiękiem gongu i bębnem a w tle leciał stary kawałek ORBa. Muzyczny nastrój połączony z magią domku zatrzymał na chwilę dla nas czas, czułam narastające natchnienie, nie wiedziałam wtedy, że po powrocie wszechświat pobłogosławi nas wibracją tworzenia. 

Była piękna zimowa aura, poszłam na spacer do lasu gdy Smyk z Igłą uczyli Jaskra ciągnąć oponę. Gdy szłam beztrosko z psami dróżką leśną przyszła do mnie nuta ze słowami: "Aja aja aja mam czas na las, jestem drogą, jestem lasem, jestem, aja aja aja mam czas na las, a Ty? Masz czas na las ?

Gdy wróciłam ze spaceru zanuciłam Smykowi kilka nut i powiedziałam, że przyszedł do mnie tytuł pieśni z lasu "Masz czas na las?". W Smyku zaiskrzyła od razu piękna poezja i stworzył pierwsze rymy do dźwięku mis, bębna i gonga. Rozpalona vena przeniosła się węglem na ściany, aż cały domek Smyka zawibrował artystycznym klimatem.

"Pięknie tu u Pana, Panie Dariuszu".

Pióra od Cezarego w towarzystwie tchórzofretek przyozdobiły choinkę wiszącą do góry nogami w stylu pogańskim nazywaną magicznie podłażniczką.

"I coraz piękniej tu u Pana, Panie Dariuszu".



















 

Popularne posty z tego bloga

UNITY